Menu

Na marginesie historii

historia i współczesność/history and today

Machiny miotające w średniowiecznej Polsce.

nmh1

W średniowiecznej Polsce, tak jak w całej ówczesnej Europie, używano w działaniach zbrojnych, machin miotających. Artyleria przedprochowa (przedogniowa) pojawiła się w naszym kraju około 1017 roku, kiedy to w źródłach pisanych pojawiła się pierwsza wzmianka o jej użyciu przez Polaków. Czas tego rodzaju broni zaczął dobiegać końca około  ro­ku 1383, kiedy to w źródłach po raz pierwszy pojawiła się wzmianka o użyciu działa ogniowego. Można zakładać, że wówczas machiny miotające zaczęły odchodzić do lamusa techniki wojskowej.

 machiny

W tym okresie używano w Polsce machin miotających dwojakiej kon­strukcji: wykorzystujących sprężystość materiału ciężkich kusz (machiny neurobalistyczne) i machin działających na zasadzie dźwigni z przeciwwagą (machiny barobalistyczne). Według „Kroniki” Galla Anonima, w drugim dziesięcioleciu XII wieku w Polsce pojawiły się machiny z kuszami. Był to rodzaj balisty działającej na zasadzie łuku. W machinie tej wielki łuk drewniany był osadzony poziomo na metalowej podstawie. Aby przygotować machinę do strzału, naciągano łuk za pomocą krótkiej liny i urządzenia korbowego. Łuk przytrzymywano, a pocisk u­mieszczano na podłużnym, wyżłobionym drewnianym łożu. Rozpię­tość łuku balisty wynosiła około dwóch i pół metra. Łoże było podobnej długości i często umieszczano je na dwukołowym podwoziu. Kusze te mogły wyrzucać kule kamienne o ciężarze kilku kilogramów lub ciężkie bełty zaopatrzone w żelazne groty.  Bełty były o połowę krótsze od strzały łuku, ale czterokrotnie od niej grubsze. Nośność tej machiny była dwukrotnie większa od nośności łuku, a pocisk uderzając rozbijał mur kamienny. Oprócz bełtów i kul kamiennych używano podczas strzelania zapalonych głowni, jeśli chodziło o podpalenie obleganego grodu. Ciężkich kusz używano w walkach pozycyjnych, przy oblężeniach i obronie zamków oraz miast.

Drugim rodzajem ciężkich machin miotających używanych w Polsce, były machiny działające na zasadzie przeciwwagi. W ma­chinie takiej do masywnej podstawy poziomej przymocowane były dwie pionowe, równoległe do siebie belki, podparte zastrzałami. Pomiędzy nimi, na poziomej osi przechodzącej przez ich górne końce, poruszała się w płaszczyźnie pionowej długa sztywna belka. Jej krótszy koniec obciążony dużą przeciwwagą, zwisał w dół. Koniec dłuższy, zaopatrzony w uchwyt na pocisk w postaci łyżki lub procy, sterczał w górę. Przygotowując machinę do strzału, ściągano linami ręcznie lub za pomocą kołowrotu, dłuższe ramię w dół i umieszczano na nim pocisk. Ramię krótsze z przeciwwagą znajdowało się wówczas w górze. Następnie zwalniano nagle linę i następował wystrzał. Pociskiem mógł być kamień dużych rozmia­rów, beczka z płonącą smołą (pocisk zapalający) lub inny przed­miot.

Używano również w Polsce machiny nazywanej katapultą. W urządzeniu tym do drewnianego podwozia, wyposażonego niekiedy w koła, przytwierdzano ramię o łyżkowatym zakończeniu, w taki sposób aby mogło się ono poruszać ruchem wahadłowym. Na końcu ramienia znajdował się uchwyt, za który zachodziła lina łącząca się z dużym, poziomo umieszczonym na podwoziu łukiem, złożo­nym z kilku warstw drewnianych elastycznych listew. Aby wyrzu­cić pocisk, ramię machiny z umieszczonym w łyżce kamieniem przyciągano do dołu. Odbywało się to za pomocą urządzenia kor­bowego. Aby oddać strzał wystarczyło przeciąć linę łączącą ramię z urządzeniem korbowym i pocisk wylatywał pchany wyrzutem ramienia.

O machinach miotających używanych w Polsce pisał Stani­sław Sarnicki w swoich „Księgach hetmańskich" w latach 70. XVI wieku. W tej pracy Sarnicki dał rysunek i opis (zaczerpnięty z Valturiusa) machiny którą nazwał karrobalistą: „Jest podobna żurawiowi, co jem wodę (z) studnie ciągną, jeno kędy cebrzyk wisiwa, tu uwiążą kulę na mocnych linach. A iżby zamachnienie uderzenia było potężniejsze, tedy na spodku ja­ko kloce wisiwają u żurawiów, dadzą wagę dobrze niemałą, którą, gdy wypuszczą, tedy ona proca zbytnie wielgim pędem dmuchnie i wielgie rzeczy rozwala. Jeno wiązania w spodku trzeba zbytnie mocnego, jako widamy, a bywa u młynów wietrznych, które młyny przetaczają, gdzie chcą”.

machiny1

Sarnicki opisał i dał rysunek także drugiej machiny, którą nazwał cathapulta: „Jest przyczyna nijaka przy nijakim słubcu barzo tęga, także bełt troisty, który zowią trifacem, może wielgą mocą pognać, a w tem słubku są karby, po których przerzeczony trifacem ostres na­mierzają do celu”. Obok nazw łacińskich (cathapulta, karrobalista) występowały również polskie nazwy tychże machin. Były one bardzo różnorod­ne np.: kozy, osły, niedźwiadki, poroki, samostrzały, strzykusy i inne.

Machiny miotające budowali najczęściej cieśle, ludzie obez­nani z drewnem. Często byli to także młynarze. Znani są zawodowi fachowcy w tej dziedzinie. Należał do nich między innymi Mikołaj z Węgier, „machinator” z 1316 roku. Rodzinne tradycje konstruktorskie kontynuował jego syn Benesz. Na służbie u Władysława Łokietka pozostawał mistrz Genach przybyły z Węgier lub Włoch bu­downiczy królewskich młynów. Z czasów Kazimierza Wielkiego znany jest budowniczy królewskich młynów Wolfgang Czaler, mieszczanin kazimierski, który budował machiny miotające. Ksią­żę Władysław Biały, zamknięty w zamku w Złotorii, w 1376 roku, korzystał z usług młynarza o imieniu Hanko, który zbudował mu machiny i „instrumenta miotające”. Konstruktorem machin miota­jących był także niejaki Jeclinus z Krakowa, z 1366 roku „machinator domini regis”. W latach 1360-1368 znani byli również dwaj inni machinatorzy: Piotr zwany Krakówką i jego syn Her­man.

Bardzo interesująca jest sprawa pierwszego zastosowania machin przez Polaków. Najdawniejsze wiadomości o stosowaniu w Polsce tych urządzeń pochodzą z „Kroniki" Thietmara, nie­mieckiego biskupa biorącego udział w wyprawie cesarza Henryka II przeciwko Polsce w 1017 roku. Thietmar podaje, że Niemcy, oblegając gród Niemcza, zbudowali „różnego rodzaju machiny ob­lężnicze” i że wkrótce „ukazały się bardzo podobne do nich u przeciwnika”.

Do „machin oblężniczych” zaliczano wówczas, obok machin miotających, tarany i ruchome wieże, ale tych ostatnich używać mogli atakujący. Skoro zaś obrońcy posiadali machiny „bardzo po­dobne” do atakujących, to musiały to być machiny miotające. O ich konstrukcji, na podstawie fragmentu z ,,Kroniki” Thietmara, nic konkretnego powiedzieć nie można, ale mogły to być ciężkie kusze wałowe lub machiny z przeciwwagą, zaopatrzone w uchwyt na pocisk w kształcie łyżki lub procy. Wojska niemiec­kie budowały te machiny na miejscu, w warunkach polowych. Po­lacy mogli również zbudować je na miejscu, w grodzie, lub też posiadali gotowe machiny w arsenale grodu.

Drugim kronikarzem, który wspomina o używaniu przez Po­laków machin miotających był Gall Anonim. Pisał on o machinach, które posiadali polscy obrońcy Głogowa w 1109 roku: „Niemcy nacierają na gród, Polacy się bronią, zewsząd ma­chiny wyrzucają głazy (...) pociski i strzały latają w powietrzu, dziu­rawią tarcze, przebijają kolczugi, miażdżono hełmy (...) Niemcy na­kręcali kusze, Polacy - machiny oprócz kusz; Niemcy (wypuszczali) strzały, Polacy - pociski oprócz strzał (...)”. W relacji tej znajduje się wzmianka, że Głogowianie używali „tormenta cum ballistis”. Najprawdopodobniej były to wielkie ku­sze wałowe wykorzystujące siłę sprężystości. Oprócz kusz wało­wych, używano zapewne w tej bitwie, typowych dla europejskiego średniowiecza, machin barobalistycznych działających na zasadzie dźwigni z przeciwwagą.

machiny2

Dalsze informacje o machinach miotających znajdujemy również u Galla Anonima. Relacjonuje on zdobywanie przez Bolesława Krzywoustego pomorskich grodów: Czarnkowa (1108 r.), Nakła (1109 r.), Wielenia (1109 r.) i Wyszo­grodu (1113 r.). W bitwach tych Polacy używali machin miotają­cych do atakowania obleganych grodów. Wcześniej polscy wojow­nicy używali machin tylko przy obronie grodów (Niemcza – 1017 r., Głogów - 1109 r.).

Podczas oblężenia Czarnkowa król Polski „sporządziwszy zaś machiny różnego rodzaju i wieże wynioślejsze od obwarowań gro­dowych tak długo orężem i tymi przyrządami atakował miasto, aż do poddania się i włączył do swego państwa”. Przy pomocy tych samych przyrządów zdobył też Krzywousty Nakło: „Gdy więc Polacy przygotowali przyrządy i machiny oblężni­cze, Pomorzanie (sporządzili) również wszelkie narzędzia obronne (...) I gdy tylko Polacy atakowali gród bronią, ogniem, kamieniami i strzałami, to tak samo grodzianie wszelkimi sposobami na równi się im odwzajemniali”.

W relacjach u Galla Anonima machiny miotające są wyraźnie odróżniane od przyrządów oblężniczych. Machiny miotające wy­stępują tu jako „machiny wyrzucające w powietrze ogromne ka­mienie”, „machiny z kuszami” i „proce z kamieniami”. Z przekazów tych dowiadujemy się także o rodzajach poci­sków miotanych przez te urządzenia. Należały do nich kamienie różnej wielkości, zaostrzone pale i płonące głownie. Niestety, Gall Ano­nim nie mówi nic bliższego o budowie machin używa­nych przez Polaków.

O używaniu machin miotających przez Słowian nadbałtyckich wspomina w swojej „Kronice” Saxo Gramatyk. Podaje on, że Sło­wianie nadbałtyccy mieszkający w XII wieku u ujścia Odry w walce z Duńczykami posługiwali się machi­nami miotającymi ciężkie kamienie zdolne strzaskać łodzie na­pastnika i trafiające z wielką precyzją. Były to najprawdopodob­niej machiny barobalistyczne z przeciwwagą stałą, odznaczające się dużą celnością.

W okresie rozdrobnienia feudalnego w Polsce (XII-XIII wiek) machiny miotające znalazły szerokie zastosowanie w działaniach oblężniczych i przy obronie warowni. Wiadomo że urządzeń tych używa­no w 1301 roku przy oblężeniu Wrocławia przez Bolka Świdnic­kiego i przy obronie Świecia w 1309 roku przed Krzyżakami. Świecie było wówczas potężną twierdzą bronioną przez załogę pol­ską posiadającą dużą ilość machin miotających. Urządzenia te uzy­skały przewagę w walce z artylerią krzyżacką. Oto jak Jan Długosz opisywał oblężenie Świecia przez Krzyżaków: „(...) Krzyżacy ze szczególną starannością i zawziętością przystąpili do jego oblężenia i przy pomocy czterech bombard dniem i nocą walili w drewniane wówczas i niewysokie umocnienia grodu”. Dopiero zdrajca Andrzej Cedrowicz z rodu Gryfitów, który podstępnie poprzecinał cięciwy w polskich machinach, doprowadził do poddania się grodu Krzyżakom.

W armii Kazimierza Wielkiego używano kuszy polnej przy­pominającej działo. Wystrzeliwała ona wielki bełt z dużą siłą i celnością. Armia polska posiadała również katapultę, zwaną u nas bombardą. Miotała ona pociski na kształt biblijnej procy, a poci­skami tymi były duże kamienie, naczynia z palącą się smołą i cuchnąca padlina. Również w XIV wieku często używano machin miotających. W 1384 roku kasztelan nakielski Wincenty oblegał zamek w Bytyniu korzystając z machin dostarczonych przez miesz­czan poznańskich. Władysław Jagiełło w 1390 roku transportował ze sobą machiny idąc na pomoc staroście litewskiemu Jaśkowi z O­leśnicy, a w 1410 roku ciągnąc pod Grunwald przeprawił przez most pod Czerwińskiem gotowe machiny miotające. W XV wieku, kiedy wchodziły w użycie działa ogniowe, machiny miotające w dalszym ciągu odgrywały w Polsce dużą rolę. W czasie zdobywania w 1422 roku Golubia, posłużono się już bronią palną, ale sam gór­ny zamek został ostrzelany przez machiny miotające. W 1431 roku w czasie oblężenia Łucka wojska polskie używały machiny zwanej „Prok” i zarzucały wnętrze szturmowanej twierdzy kamiennymi pociskami i padłymi końmi.

Z przykładów tych jasno wynika, że w średniowiecznej Polsce po­dobnie jak w całej Europie, machiny miotające były stosowane po­wszechnie i na szeroką skalę, zarówno przy obronie grodów jak i przy ich zdobywaniu. Pod względem technicznym machiny polskie nie ustępowały innym machinom europejskim, a umiejętne ich sto­sowanie przez wojska polskie tworzyło z nich ważną i groźną broń. Niewątpliwie, z bronią tą musiały się liczyć nawet najsilniejsze armie podejmu­jące walkę z oddziałami polskimi.

Ilustracje - domena publiczna

© Na marginesie historii
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci