Menu

Na marginesie historii

historia i współczesność

Krwawa niedziela.

nmh1

W nocy z 22 na 23 października 1939 roku w Inowrocławiu doszło do masakry polskich więźniów przetrzymywanych w areszcie śledczym. Zbrodnia została dokonana przez pijanego starostę inowrocławskiego i jego kamratów z SS. Ten krwawy samosąd został określony w historii mianem „krwawej niedzieli”. Przebieg i skutki tego zdarzenia były wyjątkowe.

 krwawa1

Głównym „bohaterem” tych wydarzeń był Otto Christian Hirschfeld urodzony w 1909 roku. Jego ojciec, oficer armii niemieckiej, poległ w 1914 roku. Hirschfeld był żonaty i miał dwójkę dzieci. Był prawnikiem z wykształcenia i członkiem NSDAP od 1932 roku, Sturmbannführerem SA i dowódcą Standarte 146. W piśmie MSW Rzeszy z 8 stycznia 1940 roku o Hirschfeldzie napisano: „wywodzący się z pruskiej administracji człowiek o ponadprzeciętnych kwalifikacjach zawodowych”. Pismo sygnował minister spraw wewnętrznych Rzeszy Wilhelm Frick. Pomocnikiem oprawcy z Inowrocławia był Hanz Ulrich Jahnz – Rottenführer SS i właściciel majątku ziemskiego w Palczynie pod Inowrocławiem. Niewiele więcej wiadomo o tym osobniku.

Hirschfeld od kwietnia 1939 roku pełnił urząd starosty w okręgu sudeckim. Latem został przesunięty na wschód. Najpierw został komisarycznym Landratem w Mogilnie, a od 17 września starostą w Inowrocławiu. Już 8 września Wehrmacht zajął to miasto i natychmiast nadano mu nową nazwę: Hohensalza. Rozpoczęły się aresztowania, przede wszystkim inteligencji i weteranów powstania wielkopolskiego. 14 września spłonęła inowrocławska synagoga. W więzieniu sądowym na ulicy Pakoskiej (dziś ulica Narutowicza) swoją siedzibę miała policja. Tutaj przesłuchiwano aresztowanych Polaków. W połowie października rozpoczęły się egzekucje.

Krótko po północy 22 października do aresztu śledczego przybył pijany starosta inowrocławski Hirschfeld w towarzystwie również pijanego SS-mana Jahnza. Pobili dozorcę aresztu, sterroryzowali strażników więziennych, po czym zarządzili i przeprowadzili egzekucję więźniów osadzonych w areszcie. Tej nocy na rozkaz i przy współudziale Hirschfelda rozstrzelano 56 osób, w tym m.in. prezydenta Inowrocławia Apolinarego Jankowskiego, jego zastępcę Władysława Juengsta i wielu innych polityków, samorządowców, nauczycieli, adwokatów. Następnego dnia rano ciała zabitych zakopano w pobliskim rowie przeciwlotniczym i zatarto ślady. 34 osoby zostały przez oprawców wypuszczone z więzienia. Wymierzono im przedtem karę chłosty (od 15 do 50 razów). Wśród wypuszczonych były trzy nauczycielki, które według listy Alvenslebena miały być rozstrzelane 24 października. Wśród rozstrzelanych znalazło się natomiast 20 osób, które nie figurowały na tej liście.

krwawa2

Wydarzenia, które rozgrywały się tamtej tragicznej nocy miały jednak swój ciąg dalszy. Gdyby się nad tym głębiej zastanowić, należałoby stwierdzić, że wydarzenia te nie powinny mieć dalszego biegu, zważywszy na niemiecką politykę wobec Polaków na okupowanych ziemiach. To morderstwo mogło i powinno być zatuszowane. Taki był niemiecki punkt widzenia na tę sprawę. Tak się jednak nie stało. Dlaczego? Wydawać by się mogło, że „sprawie ukręcono łeb”. Polacy, którzy zginęli tamtej nocy i tak mieli umrzeć, tyle że dwa dni później – 24 października. Wtedy miano ich rozstrzelać. Rozkaz był już podpisany. Lista osób do rozstrzelania przygotowana. Jednak pijany i ogarnięty szałem mordowania Hirschfeld przeprowadził egzekucję za wcześnie i niezgodnie z planem. Sprawa się wydała. W tamtych warunkach i okolicznościach, nie powinna jednak mieć ciągu dalszego, a przede wszystkim konsekwencji dla morderców. A jednak. Jak do tego doszło?

O morderstwie dowiedzieli się uczniowie gimnazjum Jana Kasprowicza i ich nauczyciele. Za pośrednictwem nadajnika krótkofalowego nadali komunikat w świat o tym, co stało się w Inowrocławiu. O wydarzeniu zrobiło się głośno, zwłaszcza we Francji i Anglii. Wiadomość w świat podało Radio Strasburg. Premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill wystąpił nawet ze specjalnym oświadczeniem w tej sprawie w Izbie Gmin. Ani mordercy, ani nawet ich przełożeni w Poznaniu i w Berlinie nie liczyli się z tym, że sprawa nabierze takiego rozgłosu. Już 23 października 1939 roku Gauleiter Kraju Warty wezwał do siebie Hirschfelda. Ten stawił się w Posen (Poznań) zupełnie trzeźwy. Dał słowo, że się nie zastrzeli i zobowiązał się przed swoim przełożonym do abstynencji przez 10 lat! Greiser próbował go ratować. Napisał prywatny list do ministra spraw wewnętrznych Rzeszy Fricka wstawiając się za Hirschfeldem i prosząc, aby sprawę załatwiono „w trybie postępowania dyscyplinarnego dla urzędników, by nie złamać życia temu zdolnemu szaleńcowi”.

O sprawie wiedział już jednak Berlin. 4 stycznia 1940 roku w Carinhallu doszło do spotkania Göringa i Lammersa. Omawiali również sprawę Hirschfelda. Zgodzili się, że tego typu zachowania mogą zagrozić reputacji Rzeszy. Panowie zgodzili się też, że winowajców należy przykładnie ukarać. Minister Frick nie miał wyjścia. Nie mógł dalej kryć zbrodniarzy. Chcąc ocalić głowę Hirschfelda, Greiser zaproponował przeniesienie go z Inowrocławia do Turku. Nie uważał zastrzelenia Polaków za czyn naganny. Winę Hirschfelda widział w tym, że oficer i starosta po pijanemu brał udział w egzekucji i maltretował dozorcę więzienia. Ratować landrata Hohensalza próbował też minister Frick. Zaproponował on przeniesienie Hirschfelda do działań frontowych i 8 grudnia 1939 roku powołał go do odbycia czynnej służby wojskowej w 116 Zapasowym Oddziale Artylerii w Opolu. Jednak było już za późno. Postępowanie karne przed Sądem Specjalnym w Poznaniu ruszyło.

 krwawa3

Wyrokiem Sądu Specjalnego w Poznaniu 23 lipca 1940 roku Hirschfeld został uznany za winnego i skazany na 15 lat ciężkiego więzienia oraz pozbawienie praw honorowych i obywatelskich na 10 lat. Sędziowie nie uznali go winnym za to, że zabił ludzi, ale za to iż „nieprzyjacielskiej zagranicy dał sposobność do nagonki na naród niemiecki, na którą zagranica tylko czekała”. Wyrok śmierci na Polaków w Inowrocławiu natomiast „wykonał urzędnik niewłaściwy, przedwcześnie, samowolnie i bezprawnie”. Za okoliczność łagodzącą uznano, że Hirschfeld „nie zabijał bez wyroku ludzi z powodu instynktów zbrodniczych, lecz z powodu zrozumiałego rozgoryczenia na Polaków za ich niezliczone czyny terroru”. Sąd Specjalny uniewinnił jednocześnie Hansa Ulricha Jahnza stwierdzając, że wykonywał on tylko rozkazy swojego przełożonego.

Co dalej działo się z Hirschfeldem? Nie przeżył wojny. Któregoś dnia (nie ma pewności co do dokładnej daty), znaleziono go martwego w więzieniu, w którym odbywał karę. Nie wiadomo jak zmarł. Czy ktoś pomógł mu odejść z tego świata? A jeśli tak, to dlaczego i kim byli ludzie, którzy uśmiercili Hirschfelda? Czy za tym zdarzeniem stali siepacze Himmlera? W 1940 roku Lammers i Göring mieli pretensje do Himmlera, za to, co jego ludzie z SS i Einsatzgruppen „wyprawiali” w Polsce i skarżyli się do Hitlera, że Himmler toleruje i popiera zbrodnie. Wtedy jeszcze „obu panom” zależało na „reputacji” Rzeszy i jej wizerunku na arenie międzynarodowej.

Ilustracje - domena publiczna

© Na marginesie historii
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci